Majówka nad Dunajem

Dzięki długiemu weekendowi wraz z narzeczoną postanowiłem odwiedzić trzy stolice nad Dunajem: Bratysławę, Budapeszt i Wiedeń.

Jako pierwsza naszym celem stała się Bratysława. Już wjeżdżając do miasta możemy zobaczyć że historia przeplata się z współczesną zabudową typową dla nowoczesnych miast. Pomimo krótkich dwóch dni które przeznaczylismy na zwiedzenia miasta udało nam się zobaczyć najważniejsze atrakcje. Miasto jest bardzo małe, a Stare Miasto można zobaczyć w kilka godzin pomimo prawdziwego labiryntu uliczek. Nam się to udało zarówno w dzień jak i w nocy. Obowiązkowym kierunkiem jest Zamek Bratysłąwski gdzie mieści się Muzeum Narodowe.

Naszym kolejnym celem  jest uważane za jedno z najpiękniejszych miast w Europie czyli Budapeszt. Spędziliśmy w nim prawie trzy dni, a dzieki wycieczkom autobusowym oraz statkiem udało się zobaczyć wszystkie atrakcje tego miasta. Przewodnik po polsku opowiedział nam o historii jak i kulturze tego miasta. Widzieliśmy Parlament, odwiedziliśmy budapeszteńskie Pola Elizejskie czyli Aleje Andrassyego a także spacerowaliśmy po Wzgórzu Zamkowym. Widzieliśmy  słynny Most Łańcuchowy a także o rzekę Dunaj  zrobiliśmy wiele zdjęć.

Na koniec wyprawy skierowaliśmy się w stronę Widnia, tutaj kierując się w odwiedziny mogliśmy się spodziewać że zobaczymy najmniej – i tak się też stało, całą wizytę przeplotkowaliśmy, ale zarazem umówiliśmy się na wakacje kiedy to dokładnie zwiedzimy to miasto.

Read Users' Comments (0)

Wakacje 2012 na Teneryfie – 615 zł za tydzień

Planujesz wakacje 2012? Mam dla Ciebie pierwszą propozycję, a mianowicie tydzień na Teneryfie za 615 zł za tygodniowy pobyt wraz z przelotem. Podróż odbywa się z Berlina.

[...]

Read Users' Comments (0)

8 dni na Ibizie – 280 zł (przelot, noclegi)

Szalona zabawa na Ibizie? Dlaczego nie. Dzięki połączeniu lotniczego transportu Wizzair`a i Ryanaira możemy bardzo tanio dostać się na tą Hiszpańską wyspę. 4 osobowy apartament również znajdziemy w bardzo dobrej cenie dzięki możemy bardzo tanio spędzić 8 dni na Ibizie !

 

[...]

Read Users' Comments (0)

Tydzień w Chrowacji – 323 zł (przelot, noclegi)

Bardzo ciekawie zapowiada się październik. Dzięki dobrym cenom wizzair.com możemy bardzo tanio spędzić tydzień w chorwackim Zadarze. Powyższa cena wyliczona została dla jednej osoby przy podróżowaniu w grupie 4 osobowej.

[...]

Read Users' Comments (0)

Witajcie !

Mam zamiar, że wraz z tym portalem moje hobby jakim jest podróżowanie, a wraz z nim poszukiwanie wyjątkowych okazji pozwoli większej liczbie wyjechać w nieznane. Portal który początkowo będzie blogiem z wybranymi ofertami zarówno transferów (samolot, autobus, pociąg) jak i ofert pobytowych (hotele, hostele) do kompletnych wakacji.

Read Users' Comments (0)

Przed kolejną wyprwą…

Przed wyjazdem do Argentyny celem zdobycia najwyższego szczytu obu Ameryk w lokalnej prasie ukazał się mój wywiad:

Trudno jest zdobyć Kilimanjaro?
Przed wyjazdem sądziłam, że czas który nie poświęciłem na treningi i przygotowanie fizyczne będzie czasem zmarnowanym i będę żałował, że nei biegzałem, pływałem jeszcze więcej. Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę wspinaczka na najwyższy szczyt Afryki jest wysiłkiem bardziej psychicznym aniżeli fizycznym. To było dla mnie dość odkrywcze i nowe wyzwanie zwłaszcza, że Mont Blanc zdobywaliśmy w grupie, Kilimanjaro niestety ze względu na podziały w grupie indywidualnie. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że góra jak i cały pobyt w Afryce zmęczył mnie bardziej psychicznie. Można powiedzieć że w przypadku tego szczytu wszystko jest więc kwestią głowy i determinacji.

Jakie są twoje plany wspinaczkowe na przyszłość?
Chciałbym kontynuować projekt Korona Ziemi, czyli zdobyć siedem najwyższych szczytów na siedmiu kontynentach. Kolejnym zaplanowanym szczytem stały się się najrozleglejsze góry świata – Andy, a dokładniej położny tam najwyższy szczyt obu Ameryk i zarazem najwyższy szczyt wznoszący się poza Azją – Aconcagua.

Plan już jest. A pieniądze na wyprawy?
Na wyprawy staram się odkładać każdą złotówkę, ale bez sponsorów zarówno MontBlanc jak i Kilimanjaro wcale by się nie odbyły. Każda z wyprawy była wspierana w ok 60 % przez Prezydenta Miasta Jaworzna, Urząd Miejski, MCKiS, ART-COM, Net-Com czy Energomer. Podobnie jest i teraz, zwłaszcza że Ameryka Południowa to jeszcze większe koszty. Staram się jak mogę, dzwonię, wysyłam prośby, spotykam się z właścielami firm. Nie ukrywam, że liczę na media, które mogą pomóc w takim poszukiwaniu. Przykłądem jest firma Energomer której to prezes zadzwonił do mnie po materiale w CTV Jaworzno.

Mówisz, że większe koszty. Więc ile to kosztuje?
Koszt przelotu, pozwoleń na wejście do Parku Aconcagua, pobytu w Ameryce to ok 10 tysięcy złotych. Do tego dochodzi jeszcze podstawowy sprzęt alpinistyczny, którego nie posiadam, więc jak przed Mont Blanc będę musiał pożyczyć, a mianowicie, raki, czekan, liny, uprząż. Przydałby się nowy namiot, gdyż mój został w Afryce (mam nadzieje że komuś tam służy) oraz nowa kurtka. W kosztorysie zaplanowałem wszystko na 13 tysięcy złotych.

Czy widzisz jakieś podobieństwa miedzy Afryką a Ameryką południową?
Każda góra jest inna i inaczej trzeba na nią wchodzić,  do tego dochodzą różnice kulturowe i lokalne przyzwyczajenia z którymi przyjdzie mi się jeszcze zapoznać. Ameryka wydaje mi się badziej cywilizowanym miejscem niż Afryka, a to powinno ułatwić zadanie przynajmniej przed wyjściem w góry.

Wspomniałeś, że każda góra jest inna. Zatem wróćmy w Andy. Powiedziałeś coś niezwykle istotnego. Że na każdą górę wchodzi się inaczej. Jak więc wchodzi się na Aconcaguę?
Tego jeszcze nie wiem, na ten temat będziemy mogli porozmawiać w sierpniu ( śmiech ). Na razie jestem na etapie zaznajamiania się z tym szczytem w internecie i w literaturze, ale nie mogę przewidzieć, co nas spotka na górze.

To dosyć popularny wśród Polaków szczyt. Może dlatego, że część tego największego szczytu zachodniej półkuli jest nazwana naszym imieniem…
– Tak, znajduje się tam Lodowiec Polaków. W 1934 r. jako pierwsi zrobili ten wariant Polacy: Stefan Daszyński, Konstanty Jodko-Narkiewicz, Stefan Osiecki, Wiktor Ostrowski. Natomiast czy szczyt jest popularny? Napewno organizacja sporo kosztuje, a wysokość daje się we znaki. Rocznie na Aconcaguę wybiera się ok 200 Polaków z czego 40 osiąg najwyższy szczyt. Pod tym względem zajmujemy dziesiąte miejsce na świecie.
Plany zakładają aby dotrzeć na szczyt inną (klasyczną) drogą od zachodniej strony,  jednak wiatry i niskie temperatury w takim samym stopniu utrudniają zdobycie szczytu. Stąd też przymiarki ku dobremu przygotowaniu się na te niesprzyjające warunki klimatyczne, bo choć sam atak szczytowy trwa tylko jeden dzień, na stokach Aconcagua trzeba przebywać około trzech tygodni – dojście do baz pośrednich, a przede wszystkim niezbędna i odpowiednia aklimatyzacja.

Co stanowić będzie największe zagrożenie? Przecież to prawie siedmiotysięcznik!
– Legendarne już Viento Bianco i ogólnie pogoda. To bardzo istotne, jeżeli nie będzie załamania pogody, to powinno być dobrze.

Co to jest Viento Bianco?
– Biały wiatr, który ze szczytów porywa śnieg i tworzy na niebie białe, pionowe chmury. Jest niebezpieczny.

Planujesz w czasie wyprawy pochłaniać widoki aparatem? A może chęć zdobycia szczytu przyćmi wszystko?
– To się okaże. Z poprzednich wypraw zawsze przywoziłem setki zdjęć jak i materiał filmowy, ale najważniejsze jest bezpieczeństo i tak naprawdę kiedy można zrobić ciekawe zdjęcie to się nei myśli aby wyciągać aparat. Do Ameryki chciałbym zabrać specjalną kamerę mocowaną na głowie aby uwieńczyć więcej ciekawych sytuacji niż do tej pory.

Jak oceniasz swoje szanse na zdobycie góry?
Jeśli dopiszą sponsorzy to wszystko będzie zależało od pogody i dyspozycji psychicznej i fizycznej w dniu kiedy nocować będziemy na wysokości 5800 mnpm w ostatnim campingu przed atakiem szczytowym. Jeśli tam nie będzie problemów z organizmem czy też ostrym bólem głowy to szczyt jest do zdobycia.
Jak pokazują statystyki rocznie na Aco ginie więcej turystów niż na wszystkich 8-tysiecznikach razem wziętych. Nie mówię tego po to aby kogoś wystraszyć, ale góry to nie żarty i trzeba się do nich solidnie przygotować.

Każdy, kto chciałby dziś zdobyć siedem głównych szczytów w ciągu jednego roku, musiałby wydać ok. 200 tys. zł. Najdroższy jest Mt. Vinson – wyprawa kosztuje 75 tys. zł. Zdobycie Mount Everestu wiąże się z wydatkiem sięgającym 45 tys. zł, McKinleya – 18 tys. zł, Piramidy Karstensz 15 tyś zł, Aconcaguy – 10 tyś. zł, Kilimandżaro i Góry Kościuszki – 8 tys. zł, MontBlanc i Elbrus – po 4 tyś zł. Aby zmieścić się w tym budżecie, trzeba zdobywć każdy szczyt w pierwszym podejściu, co nie jest proste.

W Koronie Himalajów szczyt Mount Everest nie jest ani najtrudniejszy, ani najbardziej niedostępny, ale dla zdobywców Korony Ziemi może być nie do pokonania. Podobnie jak spór dotyczący listy szczytów, które należy zdobywać. Dla jednych najwyższym wierzchołkiem Europy pozostaje Mont Blanc (4807 m), dla innych jest nim Elbrus (5642 m). W Australii Góra Kościuszki (2230 m) wznosząca się na kontynencie rywalizuje z Piramidą Karstensz (5029 m) na wyspach Oceanii. Do porozumienia nie doszli ani wspinacze, ani naukowcy, dlatego Leszek Cichy dla pewności zdobył wszystkie góry. Wyprawa na Piramidę Karstensz jest jedną z najniebezpieczniejszych, nie tylko ze względu na trudności wspinaczkowe. Szczyt zwany też Jaja wznosi się pośrodku indonezyjskiej części Nowej Gwinei. Członkowie ekspedycji muszą pokonać dżunglę, przedrzeć się przez kopalnię złota. Dotarcie do bazy utrudniają ponadto niepewna sytuacja polityczna oraz walki, jakie toczą w tym regionie zwaśnione plemiona

Aconcagua na przestrzeni ostatniego wieku była już nie raz wyzwaniem dla Polaków. Największą sławę zdobyła jednak wyprawa zorganizowana w 1934 r., która zakończyła się zdobyciem i wytyczeniem nowej drogi wejściowej od wschodniej strony góry.

Nasza wyprawa chce dotrzeć na szczyt inną (klasyczną) drogą od zachodniej strony. Jest ona nieco łatwiejsza technicznie, jednak wiatry i niskie temperatury w takim samym stopniu utrudniają zdobycie szczytu. Stąd też nasze wysiłki zmierzają ku dobremu przygotowaniu się na te niesprzyjające warunki klimatyczne, bo choć sam atak szczytowy trwa tylko jeden dzień, na stokach Aconcagua trzeba przebywać około trzech tygodni – dojście do baz pośrednich, a przede wszystkim niezbędna i odpowiednia aklimatyzacja.

Read Users' Comments (0)

Manchester: Anglia – Polska


Wycieczka na mecz Polskiej reprezentacji w Manchesterze zaplanowana była już na początku roku. Mecz z Anglią zawsze jest wielkim wydarzeniem, a jak się w dalszych meczach okazało ten był o zwycięstwo w grupie. We wrześniu załatwiłem sobie wycieczkę z biura podróży Sindbad, choć początkowo planowałem wycieczkę czarterem z birem Triada, jednakże biuro to nie otrzymało ze związku biletów, a mi nie pozostało mi nic innego jak wycieczka autokarowa. Wycieczka z przygodami, ale na szczęście z niesamowitą ekipą złożoną z kibiców z całej południowej Polski. Wyjechaliśmy dzień przed meczem o dziewiątej rano z Katowic, a dopiero ok 6 rano dotarliśmy do Calais we Francji, gdzie czekała nas przeprawa Kanałem La Manche. Podróżowaliśmy Eurotunelem, a przeprawa trwała jakieś 40 minut i byliśmy już „na wyspach”. Pierwsze problemy napotkaliśmy w okolicach Londynu, gdyż nasz kierowca zabłądził i wjechał do Londynu. Na szczęście organizacja meczu była na tyle zorganizowana, że jeden telefon na policję i wyprowadziła ona nas eskortując w kierunku Manchesteru. Na angielskich drogach widzieliśmy wielu Polaków podróżujących w kierunku północnym. Ok 15 dotarliśmy do hotelu, aby się zakwaterować oraz przede wszystkim skorzystać z kąpieli.
Po godzinie 16 zebraliśmy się w hotelowym holu. Kilkanaście minut później byliśmy w drodze na „Old Trafford”. Mieliśmy malutkie problemy z dotarciem na stadion, gdyż z powodu meczu w okolicach stadionu stworzyły się niesamowite korki. Na szczęście kierowca pod presją wypuścił nas kilkaset metrów przed stadionem. Mogliśmy podziwiać oświetlony z daleka stadion udając się w jego stronę. Pod stadionem pamiątkowe zakupy na straganach oraz w sklepie Manchesteru United., a przed stadionem zdjęcia razem z angielskimi kibicami. Jakąś godzinę przed meczem weszliśmy na stadion.

Jeszcze nigdy nie czułem tak sportowej atmosfery jak wtedy wchodząc na sektor wypełniony prawie 7000 polskich kibiców, którzy cały czas dopingowali naszą reprezentację. Wszystkie miejsca na stadionie wypełniły się na kilka minut przed meczem. Całe spotkanie przebiegało pod dyktando gospodarzy, a stracona bramka nie podłamała naszych kibiców, a jeszcze bardziej kazała się zaangażować w doping. Taką radość jaką sprawił strzelając wyrównującą bramkę wypełnionemu sektorowi Frankowski ciężko przekazać. Cieszyliśmy się do końca połowy, a także przez cała przerwę. Druga połowa również przebiegała pod dyktando gospodarzy, a my tylko wierzyliśmy, że dowieziemy remis do końca. Nasze marzenia rozwiał na kilka minut przed końcem meczu Lampart. Angielski kibice cieszyli się tak bardzo, że nie da się tego opisać – nie słyszałem jeszcze czegoś takiego. Sześćdziesiąt tysięcy angielskich gardeł cieszyło się z pokonania Polaków. Spotkanie na „Old Trafford” pomimo, że przegrane było niesamowitym widowiskiem, przede wszystkim stworzonym przez naszych kibiców, gdyż nasi piłkarze jakoś nie zauważyli, że wielu ich rodaków dopingowało ich w tym meczu. Czterech z nich szybko opuściło płytę boiska, a tylko siedmiu potrafiło nam podziękować za doping. Po meczu udaliśmy się do hotelu gdzie po męczącej podróży szybko zmrużyłem oczka. Rano po śniadaniu ruszyliśmy w drogę powrotną. Jak powiedział pilot wycieczki za super atmosferę w autobusie w nagrodę zwiedzimy Londyn, dla mnie żadna nowość, gdyż Londyn znam chyba najbardziej ze wszystkich Europejskich miast, ale wielu moich kolegów mogło zobaczyć to miasto po raz pierwszy, a może i po ostatni. W Londynie trafiliśmy do najciekawszego sklepu sportowego, w którym zrobiliśmy zakupów za kilkaset funtów (jak nie więcej). Niestety w trzy godziny Londynu zwiedzić się nie da. Przemierzyliśmy centrum jako dobrze bawiąca się grupa kibiców. Po pamiątkowych zdjęciach na Piccadilly Circus oraz pod Big Benem ruszyliśmy w stronę granicy.

Wszystko przebiegało ładnie do momentu kiedy już po stronie francuskiej na autostradzie zabrakło nam paliwa. Normalnie nie mogłem uwierzyć, ale to niestety była prawda. Wracaliśmy jakieś 39 godzin co chyba jest rekordem, ale ogólnie powrót minął w przyjemnej atmosferze. Wszyscy wiedzieliśmy, że mimo porażki w przyszłym roku zagramy w najważniejszym turnieju czyli Mistrzostwach Świata. Do zobaczenia na niemieckich stadionach…

Read Users' Comments (0)

Anglia południowa

Ponieważ miałem kilka dni wolnego, postanowiłem zwiedzić południową Anglię. Piątek zaplanowałem na odwiedzenie stadionu Arsenalu, gdyż poprzednio odwiedzając Londyn dowiedziałem się, że tylko w ten dzień otwarte jest muzeum jak i trybuny dla zwiedzających. W muzeum klubowym spędziłem kilka godzin, a najbardziej zafascynował mnie stojący tam prawdziwy autobus a także film o historii klubu. W muzeum można było zauważyć klubowe trofea jak i również koszulki drużyn z jakimi grał Arsenal. Przy wyjściu z muzeum można było wejść na trybuny stadiony Highbury.

Następnego dnia rano mimo obaw wypożyczyłem na dwa dni auto i ruszyłem w drogę po angielskich drogach. Pierwszym moim celem był krąg Stonehange, który zawsze chciałem zobaczyć. Trafić jest bardzo prosto, więc jeśli będziecie mieli okazję to zachęcam. Po zwiedzeniu kamiennego kręgu ruszyłem dalej. Zwiedziłem miasto Bath i Cardiff – stolicę Walii. W centrum byłem po północy jednakże gdyby nie noc nie dałoby się zauważyć że jest tak późna pora ulice tętniły życiem. Po kilku godzinkach spędzonych w mieście ruszyłem dalej, a tak naprawdę wróciłem do Anglii jadąc w kierunku północnym. Postanowiłem odwiedzić miasto, w którym urodził się Shakespear. W Stratford-upon-Avon spędziłem cały dzień zwiedzając to sympatyczne miasteczko.

W drodze powrotnej do Londynu zatrzymałem się w Oxfordzie, aby zobaczyć to uniwersyteckie miasteczko. Niestety ze względu na późną wieczorową porę wszystkie uniwersytety były już zamknięte, ale i tak na kilka udało mi się dostać. Na ulicach miasta w godzinach wieczornych można było zauważyć wielu studentów. Późną nocą wróciłem do Londynu, w którym ruch na ulicach nawet na chwilkę nie umierał.
Po weekendzie spędzonym poza Londynem  miałem okazję odwiedzenia drugiego londyńskiego klubu jakim jest Chelsea. Byłem już na kilku stadionach, ale to co spotkałem na Stamford Bridge bardzo mnie zaszokowało. Skorzystałem z oferty zwanej `stadium tour`, ale nie wiedziałem czego można się spodziewać. Jak się okazało było to zwiedzanie grupowe. W holu, które wyglądało jak małe muzeum czekało na naszą grupę dwóch przewodników, którzy opowiadali o historii oraz stadionie a także drużynach które tu grały, pytając się uczestników z jakiego kraju pochodzą. Na moje pytanie odpowiedzieli, że żadna polska drużyna tu nie grała, ale kibice z Manchesteru odrazu dorzucili, że grał tu Jerzy Dudek (dzień wcześniej Liverpool wyeliminował Chelsea z Champions League). Następnie przeszliśmy na trybuny, gdzie dowiedziałem się kto jest sponsorem, kto finansuje klub oraz gdzie zasiada Abramowicz. Przewodnik opowiedział też dokładnie o stadionie. Następnym naszym celem była sala w której odbywają się pomeczowe konferencje prasowe. Miałem okazje zasiąść za stolikiem, niestety żadnego wywiadu nie udzielałem:) W szatni klubowej mieliśmy okazję zapoznania się z klubowymi strojami oraz historią zawodników. Największym wrażeniem było „wybiegnięcie” na murawę stadionu oraz możliwość poczucia się rezerwowym mistrza Anglii. Następnie udaliśmy się na najwyższe sektory po czym trafiliśmy do klubowego sklepiku. Wycieczkę bardzo miło wspominam i jeśli tylko będę mógł wybrać taką opcję zwiedzania stadionu na pewno się nie będę zastanawiał;)

Read Users' Comments (0)