Przed wyjazdem do Argentyny celem zdobycia najwyższego szczytu obu Ameryk w lokalnej prasie ukazał się mój wywiad:
Trudno jest zdobyć Kilimanjaro?
Przed wyjazdem sądziłam, że czas który nie poświęciłem na treningi i przygotowanie fizyczne będzie czasem zmarnowanym i będę żałował, że nei biegzałem, pływałem jeszcze więcej. Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę wspinaczka na najwyższy szczyt Afryki jest wysiłkiem bardziej psychicznym aniżeli fizycznym. To było dla mnie dość odkrywcze i nowe wyzwanie zwłaszcza, że Mont Blanc zdobywaliśmy w grupie, Kilimanjaro niestety ze względu na podziały w grupie indywidualnie. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że góra jak i cały pobyt w Afryce zmęczył mnie bardziej psychicznie. Można powiedzieć że w przypadku tego szczytu wszystko jest więc kwestią głowy i determinacji.
Jakie są twoje plany wspinaczkowe na przyszłość?
Chciałbym kontynuować projekt Korona Ziemi, czyli zdobyć siedem najwyższych szczytów na siedmiu kontynentach. Kolejnym zaplanowanym szczytem stały się się najrozleglejsze góry świata – Andy, a dokładniej położny tam najwyższy szczyt obu Ameryk i zarazem najwyższy szczyt wznoszący się poza Azją – Aconcagua.
Plan już jest. A pieniądze na wyprawy?
Na wyprawy staram się odkładać każdą złotówkę, ale bez sponsorów zarówno MontBlanc jak i Kilimanjaro wcale by się nie odbyły. Każda z wyprawy była wspierana w ok 60 % przez Prezydenta Miasta Jaworzna, Urząd Miejski, MCKiS, ART-COM, Net-Com czy Energomer. Podobnie jest i teraz, zwłaszcza że Ameryka Południowa to jeszcze większe koszty. Staram się jak mogę, dzwonię, wysyłam prośby, spotykam się z właścielami firm. Nie ukrywam, że liczę na media, które mogą pomóc w takim poszukiwaniu. Przykłądem jest firma Energomer której to prezes zadzwonił do mnie po materiale w CTV Jaworzno.
Mówisz, że większe koszty. Więc ile to kosztuje?
Koszt przelotu, pozwoleń na wejście do Parku Aconcagua, pobytu w Ameryce to ok 10 tysięcy złotych. Do tego dochodzi jeszcze podstawowy sprzęt alpinistyczny, którego nie posiadam, więc jak przed Mont Blanc będę musiał pożyczyć, a mianowicie, raki, czekan, liny, uprząż. Przydałby się nowy namiot, gdyż mój został w Afryce (mam nadzieje że komuś tam służy) oraz nowa kurtka. W kosztorysie zaplanowałem wszystko na 13 tysięcy złotych.
Czy widzisz jakieś podobieństwa miedzy Afryką a Ameryką południową?
Każda góra jest inna i inaczej trzeba na nią wchodzić, do tego dochodzą różnice kulturowe i lokalne przyzwyczajenia z którymi przyjdzie mi się jeszcze zapoznać. Ameryka wydaje mi się badziej cywilizowanym miejscem niż Afryka, a to powinno ułatwić zadanie przynajmniej przed wyjściem w góry.
Wspomniałeś, że każda góra jest inna. Zatem wróćmy w Andy. Powiedziałeś coś niezwykle istotnego. Że na każdą górę wchodzi się inaczej. Jak więc wchodzi się na Aconcaguę?
Tego jeszcze nie wiem, na ten temat będziemy mogli porozmawiać w sierpniu ( śmiech ). Na razie jestem na etapie zaznajamiania się z tym szczytem w internecie i w literaturze, ale nie mogę przewidzieć, co nas spotka na górze.
To dosyć popularny wśród Polaków szczyt. Może dlatego, że część tego największego szczytu zachodniej półkuli jest nazwana naszym imieniem…
– Tak, znajduje się tam Lodowiec Polaków. W 1934 r. jako pierwsi zrobili ten wariant Polacy: Stefan Daszyński, Konstanty Jodko-Narkiewicz, Stefan Osiecki, Wiktor Ostrowski. Natomiast czy szczyt jest popularny? Napewno organizacja sporo kosztuje, a wysokość daje się we znaki. Rocznie na Aconcaguę wybiera się ok 200 Polaków z czego 40 osiąg najwyższy szczyt. Pod tym względem zajmujemy dziesiąte miejsce na świecie.
Plany zakładają aby dotrzeć na szczyt inną (klasyczną) drogą od zachodniej strony, jednak wiatry i niskie temperatury w takim samym stopniu utrudniają zdobycie szczytu. Stąd też przymiarki ku dobremu przygotowaniu się na te niesprzyjające warunki klimatyczne, bo choć sam atak szczytowy trwa tylko jeden dzień, na stokach Aconcagua trzeba przebywać około trzech tygodni – dojście do baz pośrednich, a przede wszystkim niezbędna i odpowiednia aklimatyzacja.
Co stanowić będzie największe zagrożenie? Przecież to prawie siedmiotysięcznik!
– Legendarne już Viento Bianco i ogólnie pogoda. To bardzo istotne, jeżeli nie będzie załamania pogody, to powinno być dobrze.
Co to jest Viento Bianco?
– Biały wiatr, który ze szczytów porywa śnieg i tworzy na niebie białe, pionowe chmury. Jest niebezpieczny.
Planujesz w czasie wyprawy pochłaniać widoki aparatem? A może chęć zdobycia szczytu przyćmi wszystko?
– To się okaże. Z poprzednich wypraw zawsze przywoziłem setki zdjęć jak i materiał filmowy, ale najważniejsze jest bezpieczeństo i tak naprawdę kiedy można zrobić ciekawe zdjęcie to się nei myśli aby wyciągać aparat. Do Ameryki chciałbym zabrać specjalną kamerę mocowaną na głowie aby uwieńczyć więcej ciekawych sytuacji niż do tej pory.
Jak oceniasz swoje szanse na zdobycie góry?
Jeśli dopiszą sponsorzy to wszystko będzie zależało od pogody i dyspozycji psychicznej i fizycznej w dniu kiedy nocować będziemy na wysokości 5800 mnpm w ostatnim campingu przed atakiem szczytowym. Jeśli tam nie będzie problemów z organizmem czy też ostrym bólem głowy to szczyt jest do zdobycia.
Jak pokazują statystyki rocznie na Aco ginie więcej turystów niż na wszystkich 8-tysiecznikach razem wziętych. Nie mówię tego po to aby kogoś wystraszyć, ale góry to nie żarty i trzeba się do nich solidnie przygotować.
Każdy, kto chciałby dziś zdobyć siedem głównych szczytów w ciągu jednego roku, musiałby wydać ok. 200 tys. zł. Najdroższy jest Mt. Vinson – wyprawa kosztuje 75 tys. zł. Zdobycie Mount Everestu wiąże się z wydatkiem sięgającym 45 tys. zł, McKinleya – 18 tys. zł, Piramidy Karstensz 15 tyś zł, Aconcaguy – 10 tyś. zł, Kilimandżaro i Góry Kościuszki – 8 tys. zł, MontBlanc i Elbrus – po 4 tyś zł. Aby zmieścić się w tym budżecie, trzeba zdobywć każdy szczyt w pierwszym podejściu, co nie jest proste.
W Koronie Himalajów szczyt Mount Everest nie jest ani najtrudniejszy, ani najbardziej niedostępny, ale dla zdobywców Korony Ziemi może być nie do pokonania. Podobnie jak spór dotyczący listy szczytów, które należy zdobywać. Dla jednych najwyższym wierzchołkiem Europy pozostaje Mont Blanc (4807 m), dla innych jest nim Elbrus (5642 m). W Australii Góra Kościuszki (2230 m) wznosząca się na kontynencie rywalizuje z Piramidą Karstensz (5029 m) na wyspach Oceanii. Do porozumienia nie doszli ani wspinacze, ani naukowcy, dlatego Leszek Cichy dla pewności zdobył wszystkie góry. Wyprawa na Piramidę Karstensz jest jedną z najniebezpieczniejszych, nie tylko ze względu na trudności wspinaczkowe. Szczyt zwany też Jaja wznosi się pośrodku indonezyjskiej części Nowej Gwinei. Członkowie ekspedycji muszą pokonać dżunglę, przedrzeć się przez kopalnię złota. Dotarcie do bazy utrudniają ponadto niepewna sytuacja polityczna oraz walki, jakie toczą w tym regionie zwaśnione plemiona
Aconcagua na przestrzeni ostatniego wieku była już nie raz wyzwaniem dla Polaków. Największą sławę zdobyła jednak wyprawa zorganizowana w 1934 r., która zakończyła się zdobyciem i wytyczeniem nowej drogi wejściowej od wschodniej strony góry.
Nasza wyprawa chce dotrzeć na szczyt inną (klasyczną) drogą od zachodniej strony. Jest ona nieco łatwiejsza technicznie, jednak wiatry i niskie temperatury w takim samym stopniu utrudniają zdobycie szczytu. Stąd też nasze wysiłki zmierzają ku dobremu przygotowaniu się na te niesprzyjające warunki klimatyczne, bo choć sam atak szczytowy trwa tylko jeden dzień, na stokach Aconcagua trzeba przebywać około trzech tygodni – dojście do baz pośrednich, a przede wszystkim niezbędna i odpowiednia aklimatyzacja.